KRONIKA KLUBOWA
POLSKIEGO KLUBU PRZYJACIÓŁ KOLEI DOJAZDOWYCH
"CIUCHCIA"

14.05.2018 r. Jak podaje na swojej stronie "Kasztelnia w Kijach" w dniu dzisiejszym, na równi stacyjnej w Hajdaszku, miała miejsce próba przed premierą widowiska plenerowego "Pożegnanie komendanta". Spektakl ma się odbyć już w tą sobotę o godzinie 18:30. O wszystkim informuje stosowny plakat. "Hajdaszek przed dworcem PKP" - to brzmi dumnie :) Jak widać na zdjęciach, ktoś odważył się wreszcie wejść na owiany legendami strych budynku stacyjnego. Cieszy, że coś się zaczyna dziać!

13.05.2018 r. Na szlak wyruszył kolejny pociąg rozkładowy. Uczestniczył w nim kolega Bogdan (przynajmniej w części), tak że liczymy na obfity materiał. 
06.05.2018 r.
Wedle oficjalnych informacji w dniu dzisiejszym miał wyruszyć na szlak inaugurujący sezon pociąg rozkładowy. Nie mogło zabraknąć i nas podczas takiego wydarzenia. Trafiła się też okazja, żeby spotkać kolegów i zamienić parę słów. Jak czas pokazał - było go zdecydowanie za mało, by podzielić się wszystkimi nowinami. Na stacji Jędrzejów Wąski pojawiliśmy się za sprawą kolegi Bogdana, kilka minut po godzinie dziewiątej. Mimo tak wczesnej pory, było już całkiem sporo osób. Część z nich wybrała się zwiedzić kuźnię, część zatrzymała się w izbie pamięci, część zajęła dogodne miejsca w wagonach stojących przy zadaszonym peronie. Szybko okazało się, że z miejscami może być dziś mały problem - podjęto zatem decyzję o dostawieniu kolejnych dwóch wagoników, które do momentu odjazdu pociągu dosyć szczelnie się zapełniły. Jeszcze przed otwarciem drzwi ustawiły się przed nimi kolejki chętnych, co z jednej strony cieszy oko, a z drugiej napawa troską o możliwość zestawienia jeszcze bardziej pojemnego składu. W składzie pociągu pojechało bowiem wszystko, czym na dzień dzisiejszy dysponuje kolejka do przewozu osób. Trwa remont kolejnego, czwartego wagonu produkcji rumuńskiej, a wagon plenerowy "retro" pozostaje wyłączony z ruchu przez konieczność wycinki, wdzierającej się do wnętrza podczas jazdy roślinności. Na szczęście dziś dla nikogo miejsca nie zabrakło - można było odgwizdać OOOOdjazd!

Z małym, około szesnastominutowym opóźnieniem, pociąg bez zatrzymania przemknął przez Umianowice. Powodem zwłoki były trudności z podjazdem pod Jasionną - świeżo wyrosła trawa, obciążona poranną rosą położyła się na tor tworząc śliską papkę. W biegu udało mi się pobrać klucze zwrotnicowe, celem ułożenia przebiegu dla pociągu powrotnego z Pińczowa (znów urwie się choć dwie minutki opóźnienia) oraz worki na śmieci - podczas mijającego weekendu sporo pozakolejkowych zabaw odbywało się Umianowicach. Pozostała po nich góra śmieci, które chcieliśmy zebrać z kolegami przed przyjazdem pasażerów dzisiejszych pociągów rozkładowych. Mimo gęsto rozstawionych koszy na śmieci, mało kto pofatygował się umieścić w nich pozostałe po sobie opakowania zwrotne i bezzwrotne - lepiej było piknikować w chlewie. Całe szczęście pojawił się znów kontenerek typu "toj toj", bo nie wiadomo, co by to mogło być! 

Po doprowadzeniu Umianowic do stanu używalności, pozostało zająć się ogniskiem i przygotowaniem dzisiejszych specjałów, o które już tradycyjnie zatroszczył się kolega Bogdan. Za to kolega Zbyszek zajął się z powodzeniem sprawami rozrywkowymi, co wobec wystąpienia przerw w dostawie energii do budynku stacyjnego było dziś wręcz nieocenione. W przerwie między pociągami dołączyli też do nas sympatyczni przewodnicy świętokrzyscy z całym mnóstwem ciekawych opowieści. Czas do odjazdu pociągu powrotnego zleciał nam błyskawicznie, nie liczyliśmy jednak na radiowęzłowe "Czas do domu czas..." - bo przecież prądu brak :) Po chwili Umianowice znów spowiła "błogosławiona cisza", a pociąg leniwie pokonywał estakady w drodze do Motkowic - tym razem już o czasie!

22.04.2018 r. - W dniu dzisiejszym nareszcie udało nam się wybrać na planowany od kilku lat, coroczny objazd części dawnego "Imperium JKD" z ekipą kielecką. Tym razem mieliśmy się skupić na istniejących budynkach stacyjnych. Rozpoczęliśmy od Jędrzejowa, a konkretniej od utrwalenia budynku mieszkalnego i maszynowego dawnej jędrzejowskiej pompowni. Następnie, jako że plan był napięty, ruszyliśmy w kierunku Skrzypiowa. Tu utrwaliliśmy słynny mostek skrzypiowski, będący od 21 lat niepokonaną przeszkodą we wznowieniu kursów do Wiślicy. Wszystko wskazuje na to, że tak już pozostanie - choć mostek ciągle służy ruchowi pieszemu mimo tego, że od owych 21 lat wygląda tak, jakby za 3 sekundy miał się zawalić. Co ciekawe tutaj to nikomu troskliwemu nie przeszkadza... Młodzawy generalnie bez większych zmian, choć budynek nabiera coraz bardziej egzotycznych kolorów to maskowanie nadal spisuje się pierwszorzędnie. Jedziemy dalej: Chroberz - tu troszkę przejrzało, zwłaszcza od strony torów. Budynek również zadbany w całkiem sympatycznym stanie - wyrazy uznania dla właścicieli! Nieprowice nadal urzekają swym romantyzmem: okazały dąb, kapliczka, ławeczka i tor po horyzont, po którym raczej już nic nie pojedzie... W Złotej równia stacyjna niedawno zagrodzona, ostał się kompletny rozjazd z bambułą, przejazdy zaasfaltowane. Pierwszy postój na popas zrobiliśmy w urokliwym miejscu w pobliżu sadów za Złotą, gdzie tor pnie się obok pięknej alei kasztanowców (zapewne pozostałości dojazdu do dawnego dworu). Przyznaję - trochę pobłądziłem, ale warto było :) W celu kontynuowania podróży nieco żeśmy się wrócili, by nie powtórzyć sytuacji z jaką spotkał się tu Andrzej Mastalerz podczas przejazdu w 1994 roku - teraz nie pomogliby nam już pasażerowie przejeżdżającego obok pociągu... 

Jurków i Wiślica... rety - nie powtórzę tu tego co na widok stacji Wiślica powiedział kolega Zbyszek, ale zgadzam się z nim w stu procentach! Cóż - wyróżnienie w konkursie "zabytek zadbany" w wykonaniu świętokrzyskim. Ostatnio chyba przewrócił się komin, ale nikt się tym nie przejął - wejście grozi śmiercią lub kalectwem, ale nawet nikt nie pofatygował się by ustawić stosowną tabliczkę... Jak dowiadujemy się z Wikipedii: Budynek stacyjny, drewniany (po 1918), wpisany do rejestru zabytków nieruchomych (nr rej.: A.83 z 20.02.1995) jako część Jędrzejowskiej Kolei Dojazdowej. Cóż - nie pozostaje nic innego, by dobrą szkołą świętokrzyskiej konserwacji, celem zaoszczędzenia sobie wstydu budynek kolejki wypisać, podobnie jak i kiedyś kolejkę z rejestru. Na równi stacyjnej pojawiły się już pierwsze kradzieże, ciekawe czy za rok będzie tu jeszcze coś do oglądania?
Brodek - łuk torów nadal czytelny, nasyp nad nieoczyszczonym od lat przepustem w kilku miejscach przerwany przez spiętrzoną wiosennymi roztopami wodę. Co ciekawe pojawił się asfalt na do niedawna polnych drogach i można się bez kłopotów dostać sprawnie do Kolosów. W Kolosach cegielnia wydaje się już padnięta na dobre - przejście na transport samochodowy z kopalni nie poprawiło jak widać finansów. Pod wiaduktem, a raczej ceglanymi przyczółkami, które z niego pozostały urządzilismy kolejny popas. Chętni mogli oddać się obserwacji dosyć dużej kolonii jaskółek brzegówek (co ustaliliśmy po konsultacji telefonicznej z kolegą Piotrem), które znajduje się przy dawnej bramie kolejki zakładowej. Budynek stacyjki Kolosy w podobnym stanie rozkładu jak i Wiślica, jednak jest szansa, że solidniejsza konstrukcja pozwoli mu nieco dłużej ostać się w krajobrazie. Odpadła nawet charakterystyczna tabliczka z literką T oznaczająca, że znajdował się tu telefon kolejowy. 

Humory poprawiliśmy sobie dopiero w Jadzinku, gdzie znajdujący się budynek ostał się jakimś cudem w formie nienaruszonej od niemal stu lat. Co prawda wygląda jak najbardziej na swój wiek, ale przez to nie razi zmianami, jakie dotykają inne pokolejowe budynki. Od mieszkającego tu sympatycznego starszego pana, który jak się okazało jest synem toromistrza pracującego niegdyś na kolejce, dowiedzieliśmy się, że jest zaplanowana do końca 2019 roku realizacja ścieżki rowerowej do Wiślicy, podczas której ma zostać również odremontowany budynek stacyjny. Oby tylko jego finalny efekt nie zakłócił oryginalnego wyglądu małej stacyjki na uboczu, bliźniaczej ze stacją w Skalbmierzu (która niestety uległa dość daleko posuniętej przeróbce). Jeszcze większej przeróbce uległa stacyjka w Cudzynowicach - służy teraz, podobnie jak i nieodległy budynek dawnych (choć nie aż tak) wodociągów, jako podręczne wysypisko śmieci. Z oryginalnych rzeczy zachowały się tu... schody. Z mniej oryginalnych solidny, trójfazowy przyłącz prądowy. Dzielił on przy drodze dosyć konkretny przydział mocy po równo dla urządzeń wodociągowych, jak i infrastruktury kolejowej, która w ostatnich latach miała być tu rozbudowywana. Miały się pojawić nowe urządzenia zabezpieczenia ruchu pociągów i sygnalizacja - ale najprawdopodobniej nigdy się tego Cudzynowice nie doczekały. Podobnie zresztą jak i w Umianowicach skończyło się na zabudowie nastawnic z dźwigniami sygnałowymi. 

Jedziemy dalej - Kazimierza Wielka. Tu niby wszystko jest na miejscu, ale nic nie wygląda tak, jakby tu kiedyś jakaś kolej była - no może poza nazwą ulicy i dwoma pudłami wagonowymi w betoniarni. Zachował się budynek stacyjny, wieża wodna, okazała lokomotywownia z budynkiem administracyjnym. Równia stacyjna zabudowana przeróżnymi budynkami. Ciekawe jak uda się teraz wytyczyć tu ścieżkę rowerową śladem kolejki, ale to już nie nasze zmartwienie. Udajemy się na szczyt wzniesienia, które musiał pokonać każdy, jadący tu od Kocmyrzowa pociąg. Według wyliczeń kolegi Piotra znajdował się tu fragment najostrzejszego podejścia na sieci JKD w dodatku z odwrotnymi łukami. Szczęściem miejsce to jest łatwo dostępne, dobrze utrzymane, ze wspaniałem widokiem i pięknie zachowanym hektometrem - grzech nie popełnić tu choćby jednej fotografii. W tym miejscu zastanawia mnie, dlaczego tor nie został poprowadzony wzdłuż bocznicy do cukrowni "Łubna", potem przy okrąglaku i jeziorku prawie po równym, zamiast skakać serpentynami po górkach? Podobnie sytuacja miała się w Brodku - no cóż, koniec rozmyślań. Następnie udajemy się do nowego zalewu opartego swą koroną o dawny nasyp kolejki, by po krótkiej przerwie kontynuować podróż do Odonowa. Tu również wiele nie zostało, wraki lokomotywek cegielnianych dawno poszły na złom, a i cegielnia... co najmniej nie wygląda na pracującą pełną parą. Po krótkim googlaniu wychodzi na to, że zakład jest od kilku lat w upadłości i wyprzedaje się ze sprzętu. Galerię zdjęć Tomasza Wójcika z lat dziewięćdziesiątych, pięknie dokumentującą dzień jak codzień ze schyłku świetności Cegielni Odonów można znaleźć tutaj.

A my jedziemy dalej - Wielgus/Nagórzany, która już w niczym nie przypomina dawnej stacyjki Pińczowskich Kolei Dojazdowych. Przeróbki poszły na tyle daleko, że gdybyśmy byli tu pierwszy raz, nigdy nie pomyślelibyśmy, że mogła to być stacja - prędzej nowy budynek postawiony kilka lat temu. Z kolejowych artefaktów uchował się jednak budyneczek toromistrza, jako że mieścił się tu kiedyś odcinek drogowy. Szczyt wzniesienia, na którym ustanowiono stację, przecinał kiedyś dość głęboki wykop, który został teraz w części zasypany - ciekawe jak poradzą sobie z tym wykonawcy planowanej ścieżki rowerowej. Podobnie sprawa wygląda z okolicznymi nasypami w większości już dawno rozoranymi przez miejscowych rolników. 

Stacja Kościelec. Zachowały się tu w przejeździe nadal dwa tory: główny i bocznicowy do dawnej ładnowni GS-u oraz budynek stacyjny. Jest on już co prawda mocno przebudowany, ale zachowała się jeszcze oryginalna tylna ściania wraz z wydatnym gzymsem. Nie potrwa to jednak długo - dookoła całego budynku zostało wykonane odwodnienie i izolacja, a północna ściana po prostu suszy się przed położeniem ocieplenia ze styropianu. Kiedy to się stanie, ostatnie akcenty oryginalności budynku znikną, podobnie jak i pozostałe, które zostały zatarte już całe lata temu. Dalej docieramy przed Stogniowice, do kolejnego z nielicznych ocalałych przejazdów (koło których nie da się przejechać obojętnie ;) i kierujemy się na Proszowice. Tu bez większych zmian - prostokątny klocek z minionego ustroju nadal paskudzi ciekawą architekturę powiatowej stacyjki, a równia stacyjna coraz bardziej się zabudowuje. Kierunek: Biurków. Po drodze, po biegu Posądza, jako że tu już cieżko cokolwiek wypatrzeć - równia stacyjna od dawna zagrodzona, a budynek od dawna wyburzony. Wreszcie wciąż urokliwa stacyjka w Biurkowie - cały czas do sprzedania! Na szczęście dla niej i dla nas dogląda jej sąsiad z naprzeciwka i dzięki temu w głównej mierze nadal można cieszyć nią oko. To byłby najdalej na południe wysunięty punkt dzisiejszego planu, pora wracać choć został jeszcze Kocmyrzów - ale jego już wszyscy widzieli, a teraz został zamaskowany ekranami dźwiękochłonnymi.

W drodze powrotnej grzechem byłoby nie podjechać do mostu na Szreniawie w Proszowicach - stoi i ma się dobrze, choć bywało lepiej. Kolejny punkt to Szreniawa - tu czeka nas niemałe zaskoczenie, bowiem stację widać już od głównej drogi! Kiedyś skutecznie zasłaniały ją całe szpalery drzew i krzaków, a teraz wszystko skrupulatnie wygolone na zero. Można się przyjrzeć stacji bez przeszkód z różnych kierunków, a budynek może niezby piękny, ale za to bez zmian. Obok odsłoniły się resztki zabudowań dawnej cukrowni "Szreniawa", a potem zakłady przetwórstwa owocowo warzywnego, czy jakoś tak ;) Po licznych bocznicach odgałęziających się ze stacji, śladów zbyt wiele się nie zachowało - pasowałoby tu jednak wpaść kiedyś i zeksplorować to co pozostało, bo być może zaobserwowane porządki są tylko wstępem do grubszych przeobrażeń. Skrótem przez Małoszów (z tradycyjnym postojem) osiągamy Skalbmierz - niestety przed budynkiem stacyjnym od strony torów wyrosło coś wielkiego i już nie ma możliwości zrobienia zdjęcia od przodu. Mkniemy zatem na Działoszyce, przed którymi o dziwo nadal ocalał solidny mostek i to z barierkami. Budynek stacyjny opuścił już zakład energetyczny, a wprowadziła się jakaś prywatna firma, która dobudowała obok dosyć solidną i sporą bazę. Słaboszów wygląda prawnie dokładnie tak, jak w latach osiemdziesiątych - zniknęła drewnina budka toromistrza, natomiast zachował się oryginalny budynek toalety. Podobnie sprawy się mają w Kalinie Wielkiej - tu pojawiła się mała dobudówka do budynku z wejściem, natomiast zniknęło oryginalne zadaszenie aparatu telefonicznego znajdującego się na wyposażeniu stacji. Nie wyszła też do nas miła, starsza pani, jak to zwykle bywało, ale może to dlatego, że dziś niedziela. Kolejny, ostatni z zaplanowanych na dziś przystanków to Kalina Mała. Z dużym zaskoczeniem stwierdziliśmy, że nadal stoi, co prawda coraz mocniej zarośnięta, ale być może to uchroniło ten dotknięty wszelkimi możliwymi nieszczęściami, sympatyczny budyneczek od ostateczności... I na tym koniec dziesiejszego zwiadu, a dokładniej rozstaliśmy się pod świeżo-zmniejszonym budynkiem stacji Miechów. Wielkie podziękowania dla uczestników wycieczki: Zbyszka, Julka i Andrzeja za stworzenie niepowtrzalnej atmosfery i wspólne przeżycie niezapomnianej niedzieli - oby nie jak w piosence ;)  

16.04.2018 r. - Podczas niedzielnej wizyty w Jędrzejowie udało nam się dowiedzieć, że kolejka nadal będzie kursować na tych samych zasadach co w zeszłym roku - czyli w każdą niedzielę od maja do końca września. Szczegóły dotyczące ewentualnych zmian w cenach biletów oraz kosztach pociągów na zamówienie w porównaniu z 2017 rokiem nie są jak na razie znane. Podobnie zagadkowym jest przejazd 1 maja, których według jednych źródeł ma być ogólnodostępny rozkładowy, a według innych specjalny na zamówienie, dla zamkniętej grupy. Zainteresowanych przejażdżką w tym terminie uprasza się o kontakt z bazą w Jędrzejowie lub zapoznanie się z plakatami stacyjnymi, na których znajdują się aktualne komunikaty i bieżący rozkład jazdy... Być może przyczyną zwłoki są niedobory zasilania, jakie ostatnio dotykają stację Jędrzejów Wąski.
Po kilku miłych chwilach spędzonych na stacji, gdzie stoi już zestawiony skład wagonowy kolejki, udaliśmy się dokonać niezbędnych sprawunków do okolicznych marketów. Zainteresowany okładką z kolejką nabyłem świeży egzemplarz Gazety Jędrzejowskiej, która publikuje bardzo ciekawy artykuł o nieco innym wydźwięku niż dotychczasowe charakteryzujące się hurraoptymistycznym przekazem - tu w skrócie opisano, że miliony złotych przeznaczono na Umianowice i Hajdaszek, podczas kiedy kolejka nadal musi dziadować... 
Pogoda dziś genialna - pozostawiwszy Jędrzejów ze swoimi problemami, udaliśmy się z kolegą Bogdanem dokonać inauguracji sezonu na swój sposób, jako że i w tym roku nie doczekaliśmy się pociągu na powitanie wiosny (choć kolega Bogdan był na takowym organizowanym przez kolejkę w Piasecznie), do Umianowic. Tu, na miejscu okazało się, że... od ostatniego razu w sumie nic się nie zmieniło, jak to widać najlepiej na fotoreportażu Radia Kielce w dolnych częściach artykułu. Armagedon jeszcze się nie rozpoczął, a wokół rozpościera się wciąż ta sama, jak to kiedyś trafnie określił jeden z pasażerów kolejki po wyłączeniu sprzętu nagłaśniającego, "błogosławiona cisza". Choć przesłanki końca sielanki można było dostrzec w postaci odkrywek posadowienia budynku stacyjnego, jak i jego samej konstrukcji (oczywiście ciężko było deseczki przybić z powrotem) oraz wiaty. Podobno wykonane też już zostały odwierty geotechniczne wewnątrz umianowickiego trójkąta. Cóż - nowe nadciąga nieodwracalnie, ale póki co mogliśmy się zająć realizacją dzisiejszego, smakowitego planu... 

 A.D. 2018

11.12.2017 r.  - Po trwającym od ponad roku spektaklu, który zapoczątkowała wiadomość o zakupie działek ze stacją w Umianowicach (a raczej zamiarze takowego) przez Samorząd Województwa Świętokrzyskiego z przeznaczeniem pod budowę Ośrodka Edukacji Przyrodniczej (potwierdzając wcześniejsze plotki), wiemy jak dotąd jedno - mimo licznych zapowiedzi kolejkowej apokalipsy na łamach prasy, radia, telewizji i sieci, autorstwa lokalnych proroków - kabotynów, niewiele ma się zmienić. Seria pociągów przedostatnich, ostatnich, jeszcze bardziej ostatnich i najostatniejszych, jaka przetoczyła się po szlakach JKD w powiązaniu z publikacjami (niepodpartych ekspertyzami) zastrzeżeń co do stanu infrastruktury kolejki, spowodowała poza stworzeniem ogólnie złego klimatu, również odpływ potencjalnych chętnych na przejazdy. Na szczęście, jak informuje nas o tym w dniu dzisiejszym Echo Dnia - kolejka bez przeszkód wyjedzie na szlak w przyszłym roku. Co prawda o swoistym być, albo nie być dla jej funkcjonowania decydować będzie nie stosowny zapis w umowie z wykonawcą ośrodka w Umianowicach, ale... prośba.
07.12.2017 r. - Po serii pociągów pożegnalnych przyszła wreszcie pora na odrobinę optymizmu - podczas dzisiejszego pociągu specjalnego w trakcie postoju w Hajdaszku została podpisana preumowa na... remont stacji w Hajdaszku!!! Prawdę mówiąc, były jakieś wzmianki w zeszłym roku, ale nie myślałem, że dożyję tej chwili... Podejrzewam, że i budynek dworcowy jest w szoku, iż się doczeka zlitowania! Mam nadzieję, że za wspomniane dwa lata będę mógł zaprzeczyć słowom kolegi Darka kwitującym dawne zabawy Hajdaszkowe - "Zrobiliśmy, kawał dobrej, nikomu niepotrzebnej roboty" :), a i preumowa jak najszybciej zmieni się w umowę - za co już teraz trzymam kciuki. Póki co obfity materiał ze spotkania na trasie Umianowice - Hajdaszek można zobaczyć na stronie Echa Dnia
Po konsultacji z kol. Andrzejem: skoro już tak dobrze idzie - czemu nie pomyśleć od razu o ponownym uruchomieniu przesiadki w Stawianach Pińczowskich (w obliczu zapowiadanego, ponownego uruchomienia połączeń Kielce - Busko), aby zadbać o dojazd do proekologicznego, umianowickiego ośrodka z każdego punktu Polski najbardziej ekologicznym transportem zbiorowym jakim jest kolej? Później może już nie być ku temu okazji...
26.10.2017 r. - W dniu dzisiejszym odbyło się kolejne, tym razem nadzwyczajne zebranie udziałowców kolejki - niestety nic nadzwyczajnego się nie wydarzyło - krótkie sprawozdanie ze spotkania znajdziemy na stronie Radia Kielce. Po lekturze tekstu można dojść do zaskakujących wniosków: wszyscy są zgodni, że najlepsze dla kolejki jest prowadzenie jej przez jednego operatora, choć najprawdopodobniej będzie ich dwóch (Jędrzejów i Pińczów), mimo iż stworzy to zagrożenie prawidłowego funkcjonowania, ze względu na konkurencję (a przecież ta może być czasem zdrowa). Na szczęście "po raz kolejny nie padły żadne konkretne deklaracje". Jest zatem szansa, że kolejka nadal będzie przemierzać Ponidzie przez kolejny rok na starych zasadach i ze starymi problemami. Osobiście również jestem zdecydowanym przeciwnikiem rozbiorów - historia pokazuje najlepiej, że jeszcze nigdy nic dobrego z nich wyszło... Dobrym przykładem jest tu też kolejka oravsko-kysucká u naszych południowych sąsiadów, gdzie działa dwóch operatorów, a najciekawszy odcinek pomiędzy nimi, mimo dawno ukończonej odbudowy jest używany mniej niż sporadycznie!

 A.D. 2017


03.05.2016 r.
- Aby nieco wspomóc podróżujących ze stacji Umianowice w kierunku "Pińczów", mających od lat problemy z trafieniem na odpowiedni "peron" w związku z brakiem jakiegokolwiek oznakowania, udało mi się poskładać w jedną całość skan schematu stacji z początku lat 70-tych. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, iż jest to "Plan schematyczny urządzeń zabezpieczenia ruchu kolejowego stacji Umianowice" z 17.06.1971 roku, a raczej projekt rozbudowy takich urządzeń - jako, że nigdy coś takiego tutaj nie zaistniało. A szkoda, bo jak można dowiedzieć się z "planu" w Umianowicach miało być zainstalowanych, poza trzema semaforami wjazdowymi (tak jak w Rozalinie na NKD), także... 10 semaforów wyjazdowych i wszystkie kształtowe! Ilością semaforów stacja Umianowice dorównywałaby aktualnie istniejącemu stanowi stacji, powiedzmy Kalwaria Zebrzydowska Lanckorona :) Świadczyć to może o wielkości ruchu na kolejce w tamtych latach oraz perspektywie dalszej jego intensyfikacji. Podobne plany dotyczyły stacji węzłowej w Cudzynowicach, ale już w znacznie mniejszej skali. Szkoda, że skończyło się jak się skończyło, ale z drugiej strony taka ilość masztów na tak małej przestrzeni wyglądałaby dziś chyba nieco groteskowo :)
01.05.2016 r. - W dniu dzisiejszym na szlak Jędrzejów - Pińczów wyruszył pierwszy z planowanych na ten rok pociągów rozkładowych, organizowanych przez Świętokrzyską Kolejkę Dojazdową. Zainteresowanie było duże, choć nie przerosło możliwości taborowych operatora - w Jędrzejowie pozostał jeden wagon. Nie zabrakło również chętnych do przejazdu krótszą trasą z Pińczowa do Umianowic. Zważywszy na niezbyt korzystną prognozę pogody - ta była i tak bardzo łaskawa. W przejeździe uczestniczyło wielu kolegów, zatem można liczyć na bogaty materiał fotograficzny - póki co na jednym z portali społecznościowych swoje materiały zamieścił kolega Andrzej - zapraszam!
30.04.2016 r. - Kolega Dariusz przygotował malownicze sprawozdanie z ostatniego swego pobytu w Rakowie Opatowskim:

Stacja Raków. Blisko dwadzieścia lat temu opuściły ją ostatnie pociągi rozbiórkowe i od tej pory stała się już tylko niemym świadectwem dawnej świetności kolei jędrzejowskich. Niegdyś obsadzona całodobowo była ważną stacją przeładunkową. W 1987 roku na fali zamykania ruchu pasażerskiego została już tylko przystankiem i ładownią podlegającą stacji Bogoria.
Dziś tu kończy się fizycznie szlak, który niebawem również przejdzie do historii.

Nostalgiczną piosenkę "Bez biletu powrotnego" śpiewają dziewczyny z nieistniejącego już zespołu "Myśli rozczochrane wiatrem zapisane".

23.04.2016 r. - Korzystając ze znakomitego skomunikowania pociągów Przewozów Regionalnych w kierunku Charsznicy (60 kilometrów można pokonać ledwie w 7 godzin i 12 minut!) jakie zaistniało w nowym rozkładzie jazdy, wyruszyliśmy z kolegą Piotrem z rana w drogę. Udaliśmy się do Kozłowa, którego oryginalny budynek stacyjny niebawem ma zostać zliquidowany w ramach nowej polityki optymalizacji zarządzania nieruchomościami PKP. Dalszą podróż do Charsznicy odbyliśmy pieszo, śladem niedoszłej obwodnicy normalnotorowej tunelu (wzdłuż linii LHS), robiąc sobie solidne postoje. W efekcie czego do Charsznicy dotarliśmy w tym samym czasie co pociąg rozkładowy, który spotkaliśmy w okolicach dawnego wiaduktu kolejki wąskotorowej nad linią... tej samej kolejki wąskotorowej :) Dochodząc wcześniej do kolei Iwanogrodzko - Dąbrowskiej, kolega Piotr z optymizmem zauważył, że już widać lokomotywownię wąskotorową na górce w Charsznicy. Niestety, kiedy dotarliśmy na miejsce (po popełnieniu fotografii pociągu R24905), oczom naszym ukazał się już widok lokomotywowni pakowanej w ostatnią podróż...


12.03.2016 r. - Na portalu Echa Dnia możemy przeczytać zarówno o codzienności jak i o marzeniach prezesa Edwarda Choroszyńskiego. Jako, że wszystko w internecie lubi znikać, przytoczę jeszcze ów tekst poniżej, by pozostał dla potomnych:

Edward Choroszyński: Marzy mi się budowa Parku Miniaturowych Dworców Kolejowych

Rozmowa z Edwardem Choroszyńskim, prezesem Świętokrzyskiej Kolei Dojazdowej Ciuchcia Expres Ponidzie.

- Wydarzenia związane z obchodami 100-lecia Świętokrzyskiej Kolejki Dojazdowej rozpoczęły się w piątek, 4 marca, sesją popularno-naukową, na której przedstawiono historię "wąskotorówki" na Ponidziu. Nie zabrakło ciekawych wątków.

- Tak jest, bo historia naszej kolejki jest pełna ciekawostek. Wybudowano ją za czasów I wojny światowej, a uczynili to zaborcy. Ponieważ nie było dróg, to stwierdzono, że trzeba wybudować tory. I tak powstała kolejka, która w trakcie II wojny światowej również służyła do przewożenia żywności czy broni. Zresztą dotarłem do takich zapisków z czasów wojennych, że w latach 40-tych 80 procent załogi na kolei wąskotorowej stanowili partyzanci.

- Będą kolejne takie spotkania?

- Sesji na razie nie planujemy, ale może jeszcze taką zrobimy, tylko że na zakończenie obchodów. Chcemy natomiast zorganizować kilka imprez dużych, wspólnie z samorządami, które są współudziałowcami Kolejki. Chodzi tu o coś w stylu „Wagonowego tra la la”. Myślę, że się uda i że co najmniej pięć takich wydarzeń będzie, w tym minimum jedna w każdej gminie, przez którą ciuchcia jeździ. Natomiast wielkie podsumowanie i zakończenie obchodów przewidziane jest na 4 września w Jędrzejowie.

- Niedawno w Pińczowie odbyło się spotkanie, na którym poruszono wątek kolejki. Padł pomysł, by wznowić jej kursowanie do Młodzaw, a nawet do Chrobrza. Czy to pana zdaniem realne?

- Widzę inną możliwość reaktywacji odcinka Pińczów-Chroberz, bez ingerencji w zjazd z niedawno wybudowanego ronda w Pińczowie. Chodzi o budowę małej stacyjki za mostem na Nidzie, już w Skrzypiowie, tak żeby nie ruszać fragmentu biegnącego przez most, który wymaga remontu. Pomysł jest bowiem piękny, ale wymaga dużych nakładów finansowych. Na razie mamy kłopot z utrzymaniem kolejki, a co dopiero reaktywacja nowego odcinka.

- Jak pan widzi dalsze funkcjonowanie kolejki?

- Na pewno trzeba na jej czynnym odcinku wybudować coś, co będzie magnesem przyciągającym turystów. Mnie marzy się budowa Parku Miniaturowych Dworców Kolejowych przy którejś ze stacji. Myślę, że to byłaby duża atrakcja, i dla dzieci, i dla dorosłych. Bo w parku znalazłyby się makiety zabytkowych wagonów czy parowozów.

11.03.2016 r. - Kolega Andrzej znalazł sympatyczny materiał zrealizowany na spotkaniu w Pińczowie przez TV Świętokrzyską: "Ciuchcia Expres Ponidzie ma 100 lat!". Dowiadujemy się z niego m.in., że obchody stulecia zapowiedziane są na niedziele 4 września! Cóż, po obejrzeniu całości przekazu nasuwa mi się jeden morał, znany z bajki Ignacego Krasickiego "Przyjaciele"... Aaa i jeszcze jedno - życzenie wąskotorówce "szerokich torów" wydaje mi się co najmniej niestosowne :)))
10.03.2016 r.
- Jak doniósł dziś w samo południe kolega Dariusz: "Trwają prace porządkowe mające na celu przygotowanie wagonowni do ekspozycji. Zaangażowano do tego pracowników interwencyjnych." 
09.03.2016 r. - Ze względów pogodowych, planowany obchód szlaku Chroberz - Wiślica przekładamy na termin późniejszy.
05.03.2016 r.
- Generalnie ten sam temat pojawił się dziś w Echu, tyle że z nieco powściągliwszym tytułem "Obchody 100-lecia Świętokrzyskiej Kolejki Dojazdowej zainaugurowane"
04.03.2016 r.
- Tym razem Radio Kielce oznajmiło: "Brak pomysłu na "Ciuchcię Expres Ponidzie"" - co akurat nikogo, śledzącego choć kilka lat kolejarzy jędrzejowskich walkę z problemami, nie powinno już specjalnie dziwić. Generalnie niezłe podsumowanie tegorocznego spotkania udziałowców. Tu mamy temat przeniesiony na stronę pinczow.com z dość obfitą dyskusją.
24.02.2016 r.
- Prawdziwy wysyp informacji w lokalnej prasie! Praktycznie co dzień dowiadujemy się o czymś nowym. Tym razem: "Stare auta staną na dworcu kolejki wąskotorowej w Jędrzejowie" - jak można się dowiedzieć z artykułu:  "Ekspozycja ma zostać ulokowana w starej parowozowni, gdzie odbywają się koncerty „Wagonowego tra la la”." Koncerty te, jak na mój gust odbywały się w wagonowni - zatem z całym uznaniem dla inicjatywy i pomysłu, ale muszę ponarzekać (wiem, wiem - znów się czepia). Jak dla mnie nieco dziwne będzie umieszczenie w wagonowni kolejki ekspozycji samochodów, podczas kiedy zabytkowe wagony nadal będą niszczeć pod chmurką. W każdym razie pierwszy kupię bilet :)
24.02.2016 r.
- Tym razem prawdziwe science - fiction rzuciło mnie w imieniny o stołek! Przenosimy się ledwie 8000 metrów na północ od Pińczowa (taki rzut beretem) i 180 stopni w podejściu do kolejki (przynajmniej teoretycznie, bo w praktyce jak dotąd 360 stopni). I znowu niezastąpione Echo Dnia opublikowało: "Będzie hit!? Apartamenty na stacji kolejowej i gigantyczne akwarium" - myślę, czemu nie lotnisko i zabieram się za lekturę :) No cóż, powrót do tematu kantyny w Hajdaszku nie jest nowym pomysłem - został poruszony już w 2003 roku przy okazji akcji "Hajda na Hajdaszek", wtedy jednak nie zyskał sobie orędowników pośród lokalnej władzy. Cieszy jednak podjęcie go na nowo i co daj Boże oby nie na daremno. Wydaje się to nadal jedynym sensownym rozwiązaniem (no chyba, że Europejskie Centrum Edukacji Kulturalnej na Ponidziu w Hajdaszku) - całe szczęście, że nadgryziony zębem czasu budynek doczekał... choć pewnie będzie z nim podobnie jak ze stacją Pogorzelica Gryficka - ulegnie uszkodzeniu podczas remontu :| Co by nie było, będzie zwieńczeniem godnym wpisu do Akt Hajdaszka! Gorzej z Umianowicami, bo jakoś nie wyobrażam sobie by cokolwiek udało się wkomponować w jej niezmąconą westernową dzikość... zwłaszcza kolejnego unijnego potworka. Pożyjemy, zobaczymy.
22.02.2016 r.
- W kolejnej odsłonie tematu kursów do Chrobrza "Wznowienie kursów wąskotorówki do Chrobrza jest możliwe" trafiamy na rozmowę z Kolegą Andrzejem Kuszakiem - prezesem "Fundacji Zwrotnica", który utwierdza nas w przekananiu o realności tego pomysłu. Wymaga on, jak każda normalna inwestycja zaangażowania odpowiednich środków i sił by uniknąć kolejnej prowizorki. Osobiście uważam, że dość skromnie oszacowane koszty ewentualnej reaktywacji Chrobrza i tak nie trafią w Pińczowie na podatny grunt. Jednocześnie z całych sił życzę powodzenia i dalszej nieugiętości w ratowaniu odcinka do Wiślicy wszystkim kolegom z "Fundacji Zwrotnica"!!!
12.02.2016 r.
- W lokalnej prasie przeczytać możemy: "Chcą, by kolejka wąskotorowa znów docierała do Chrobrza". Spotkamy się tu z debatą, z planami - tym razem Europejskiego Centrum Edukacji Kulturalnej na Ponidziu (cokolwiek by to miało być, grunt że nazywa się ładnie), które miałoby zagościć w murach pałacu Wielopolskich w Chrobrzu wraz z istniejącym już muzeum (spróbujcie znaleźć w informacji turystycznej, jakieś info o kolejce w Pińczowie) i promować dziedzictwo kulturowe Ponidzia... Mnie to wygląda, jak tworzenie od nowa czegoś co już jest, ale nieważne. Podniesiona przy okazji debaty kwestia ewentualnego dojazdu w to miejsce kolejką, jako dodatkową jego atrakcję i magnes na turystów, bezzwłocznie została zduszona w zarodku przez samorządowców. Dowiadujemy się standardowo, że priorytetem jest uratowanie tego co jest... 
Na przestrzeni lat zaobserwować można, że ratowanie kolejki na Ponidziu wygląda jak ratowanie tonącego - poprzez systematyczne utrzymywanie głowy na poziomie wody.
10
.01.2016 r. - Niezmiernie leniwy (ekspedycyjnie) początek roku postanowiliśmy urozmaicić sobie poprzez uczestnictwo w organizowanym przez kolegów z SMK Kraków pociągu Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy do Gorlic przez Jasło! Frekwencja zrobiła ogromne wrażenie, zwłaszcza na niemal nieużywanych w planowym ruchu osobowym odcinkach: Stróże - Jasło i Gorlice Zagórzany - Gorlice (ostatnio IC puściło tędy skład do Zagórza, ale ze względu na szereg awarii lokomotyw spalinowych - częściej można spotkać tu KKA). Ogromne wrażenie wzbudził także przejazd pociągu osobowego po łącznicy 619 umożliwiającej ominięcie stacji Stróże i kontynuację jazdy w kierunku Jasła bez konieczności zmiany czoła :) Nie licząc małych problemów ze zmianą kierunku jazdy podczas podróży powrotnej, skutkujących niewielkim, 40-minutowym opóźnieniem - kolejny "orkiestrowy" pociąg w którym mieliśmy okazję uczestniczyć, zaliczyć można do bardzo udanych. Tu pragnę złożyć gorące podziękowania na ręcę organizatorów i współuczestników podróży za stworzenie fantastycznej atmosfery i dostarczenie niezapomnianych przeżyć! Warto zaznaczyć, że odcinek Bochnia - Kraków Płaszów (kiedy nie blokowała nas już "Jaworzyna") pokonaliśmy w 23 minuty osiągając momentami 106 km/godz. - co po ostatnich latach remontów jest wynikiem niemal zaskakującym! ;) Na minus, jeśli chodzi o atmosferę - po włączeniu nawiewów w drodze powrotnej, cały skład zalał niepokojący zapach zupy grzybowej z nieczyszczonych od lat przewodów wentylacyjnych "papakibla", krążąc w obiegu zamkniętym do końca podróży. Zapraszam do skromnej galerii z przejazdu.

 A.D. 2016

04.10.2015 r. - Tradycyjnie, jak co roku, także i w tym nie mogło nas zabraknąć na ostatnim pociągu rozkładowym 2015. Kolega Bogdan zajął się utrwaleniem tego faktu w fotografii, czego efekty widać poniżej. Ja zabrałem się za skręcenie filmu drogi, na efekty czego przyjdzie zapewne poczekać parę lat :) Dzisiejszy pociąg nie był początkowo ujęty w planie pociągów rozkładowych na ten rok, jednak z uwagi na lato tej jesieni, zapowiedź uczestnictwa szeregu osób w tym m.in. stałej, corocznej grupy od Kolegi Pawła Małysiaka, nowej ekipy od Kolegi Zbyszka, Kolegi Kornela (który z poświęceniem zaopiekował się ekipą kielecką) - pociąg został uruchomiony przez operatora bez zbytniego wahania. Na prośbę uczestników zrezygnowano z dłuższego postoju w Wygodzie, a pociąg miał przemierzyć ocalały szlak JKD w zgodzie ze starym rozkładem jazdy. Pogoda dopisała, zadowolenie uczestników również (w niektórych przypadkach nawet przesadnie), nie zabrakło chętnych wymaganych do uruchomienia krótkiego pociągu z Pińczowa - kolejny pobyt na kolejce można zatem zapisać do bardzo udanych. W tym miejscu nie sposób nie wspomnieć, że zgodnie z zapowiedzią - dzisiejszy pociąg był jednocześnie ostatnim pociągiem prowadzonym przez Pana Jurka, który po zakończeniu dzisiejszej służby zorganizował jeszcze pożegnalny wieczorek. A nam, jak co roku pozostaje tradycyjna niepewność - co będzie dalej?

04.07.2015 r. - Pociąg do Ponidzia. Obszerną dokumentację fotograficzną z tego wydarzenia przygotował kolega Bogdan - zapraszam.

29.06.2014 r. - "Świętojańska Jazda z Kupałą". Galeria Bogdana Małysy.

01.05.2014 r. - Na szlak wyruszył pierwszy w tym roku pociąg rozkładowy Świętokrzyskiej Kolejki Dojazdowej. W przejeździe uczestniczył kolega Bogdan Małysa, który uwiecznił dla nas jego przebieg - zapraszam do galerii!

20.01.2014 r. - Jędrzejów Wąski dziś! W relacji kolegi Mateusza:

31.12.2013 r. - Postępy prac na stacji Jędrzejów Wąski w mikrogalerii Mateusza Kwiecińskiego - zapraszam!

30.06.2013 r. - Galeria kolegi Andrzeja z Kielc - pociąg rozkładowy z Kupałą

03.05.2013 r. - II Pociąg rozkładowy Świętokrzyskiej Kolejki Dojazdowej w 2013 r. Galeria Bogdana.

01.05.2013 r. - I Pociąg rozkładowy Świętokrzyskiej Kolejki Dojazdowej w 2013 r. Galeria Andrzeja z Kielc.

29.04.2013 r. - Przygotowania do sezonu 2013 okiem kolegi Andrzeja z Kielc.

06.05.2012 r. - w tym roku już od początku maja w każdą niedzielę można skorzystać z jazd rozkładowych pociągów organizowanych na fragmencie dawnej sieci JKD przez Świętokrzyską Kolejkę Dojazdową "Ciuchcia Expres Ponidzie" sp. z o.o. Na jednym z pierwszych pociągów nie mogło zabraknąć i nas, a kolega Andrzej dodatkowo popełnił kilka fotek, które udało się posklejać wreszcie w skromną galeryjkę - zapraszam.

01.10.2011 r. - oddaję niniejszym głos koledze Wojciechowi:

Słoneczny ranek w Jędrzejowie skutecznie obudził stację tutejszej wąskotorówki. Odpoczywające tego dnia składy osobowe i towarowe ustąpiły miejsca drezynom. Zaprezentowało się ich pięć ( w tym jeden wózek torowy), dwie z nich to drezyny motorowe o niespotykanej konstrukcji. Inne zaś to pojazdy z napędem mięśniowym - żółte riksze torowe, prawdziwe prekursorki nowego rodzaju turystyki rodzinnej, rekreacyjnego kolarstwa szynowego. Zrazu nieśmiało lecz po chwili coraz chętniej pasażerowie oswajali się z poszczególnymi pojazdami. Kto poczuł się zmęczony pedałowaniem rikszą zasiadał zaraz w drezynie motorowej i kontynuował zabawę. Kiedy trąbka sygnałowa dała znak odjazdu 2 pociągi drezynowe ruszyły raźno w drogę do Pińczowa znikając po chwili za zakrętem. Na całej drodze przejazdu oba składy wzbudzały nie lada sensację. Nic dziwnego, nieczęsto widuje się np. małą drezynkę z silniczkiem od quada z wagonem sypialnym na holu, czyli wózkiem torowym na który wstawiono wersalkę nakrytą kapą z powiewającymi na wietrze frędzlami.
Po 2 godzinach pociągi te wjechały z fasonem w perony stacji w Pińczowie gdzie w atmosferze weekendowego pikniku, przy rozstawionych stołach pod parasolami oczekiwało już sporo osób . Gościnny Pińczów pokochał drezyny i komplety pasażerów ochoczo pomykały tym lub tamtym pojazdem. Powodzeniem cieszył się też plenerowy bufet z lokalnymi specjałami. Młodzież w szczególności zainteresowana była drezynami z napędem rowerowym ( jak łatwo z rowerzysty stać się maszynistą i samodzielnie poprowadzić pojazd szynowy ). Żal było odjeżdżać a nowym fanom drezynowania rozstawać się z pojazdami. Kilku z nich zdecydowało sie pojechać drezyną aż do Umianowic. Atrakcji nie brakowało także i tu. Krakowski zespół " ŚRUBKI" na czele z Michałem Jurkiewiczem ( właścicielem małej drezynki motorowej i wielkim miłośnikiem kolei ) kręcił videoclip do swojego nowego utworu, poświęconego właśnie rodzinnej turystyce drezynowej. Gościnnie wystąpił Andrzej Sikorowski z grupy " POD BUDĄ " . Dołączył tu też p. Kazimierz Leśniewski - producent rowerów nietypowych i drezyn i dowiózł kolejne 2 pojazdy "jeszcze ciepłe" wprost ze swego warsztatu pod Gdańskiem. Wypróbowano i te wehikuły: jeden z nich to nieco większa drezyna rowerowa ( 8 miejsc ) przystosowana także dla osób niepełnosprawnych, drugi to wieloosobowy rower konferencyjny. Program przewidywał także przejazd drezyn 3-kilometrowym odgałęzieniem do Hajdaszka , ponownie przywróconym do ruchu przez wolontariuszy i kolejarzy.
Tymczasem artyści zakończyli zdjęcia do teledysku i można było ruszać w drogę powrotną do Jędrzejowa gdzie czekała już niezwykle klimatyczna kuźnia z lampką grzańca i piękną makietą kolejową w tle. Popłynęły kolejowe opowieści o niesfornych parowozach i nieistniejących liniach .......
Niezwykle udana impreza jak i pejzaże urokliwego Ponidzia na długo pozostaną w pamięci uczestników.


Zapraszam do galerii kolegi Bogdana, który przygotował dla nas fotorelację z II Świętokrzyskich Spotkań Drezynowych. Opisy do zdjęć pochodzą ze sprawozdania z imprezy kolegi Wojciecha.

27.09.2011 r. - według absolutnie niepotwierdzonych informacji, dziś na szlak do Hajdaszka wyruszy (jak niemal dokładnie 7 lat temu!) pociąg roboczy. W planie jest umocnienie przyczółka słynnego mostka, odbudowanego w 2004 roku i wykoszenie torowiska przed sobotnim drezynowaniem - w tym roku do Hajdaszka zawita wielkie drezynowanie podczas II Świętokrzyskich Spotkań Drezynowych! 

25.08.2011 r. - dzięki zdeterminowanemu koledze Wojtkowi i całej Ekipie Szczecińskiej szlak na Hajdaszek znów zaczyna przypominać o swej chlubnej kolejowej przeszłości. Poniżej zapraszam do krótkiego przeglądu fotografii zarejestrowanych podczas wakacyjnych zmagań wolontariuszy ze Szczecina.

01.07.2011 r. - w Umianowicach odbyły się uroczyste obchody 95-lecia Jędrzejowskiej Kolei Dojazdowej / 9-lecia Świętokrzyskiej Kolejki Dojazdowej, fotogalerię przygotował kolega Andrzej

01.05.2011 r. - na szlak wyruszył pierwszy tegoroczny pociąg rozkładowy Świętokrzyskiej Kolejki Dojazdowej, fotogalerię przygotował kolega Andrzej

26.04.2011 r. - W dniu dzisiejszym na szlaku do Hajdaszka działała mocna ekipa szczecińska pod wodzą kolegi Wojciecha, która po całodziennych bojach dotarła drezyną do samego przejazdu w Hajdaszku!!!

"Korzystając z Świątecznego pobytu w regionie zaoferowaliśmy się do robótek torowych. Wyszło troszkę inaczej ale też z toromistrzami: koszenie i odkrzaczanie umianowickiej Areny. Jedna z riksz torowych służyła tym razem jako drezyna robocza i dobrze się w tej roli sprawdzała. Pokusiliśmy się także o próbę " przetarcia" szlaku do Hajdaszka. Zajęło to ponad 3 godziny. Duży sekator rozgrzał się do czerwoności a i parę kubików ziemi też trzeba było przewalić. Ogromne zainteresowanie miejscowych i ich życzliwość były dla nas nagrodą. Dotarliśmy aż do samego asfaltu, czyli sławnego przejazdu w drodze krajowej Kielce - Pińczów gdzie na  widok " żółtego bolidu" kierowcy jęli z należnym szacunkiem traktować to miejsce a niektórzy wykonali nawet przepisowe ( choć tutaj niewymagane ) " koła stop ". Kradzieży szyn po drodze nie stwierdziliśmy. Torowisko przynajmniej dla ruchu drezynowego jest absolutnie O.K. Wymaga tylko dalszego odkrzaczenia. Mostek jak widać na fotkach pozostawia nieco do życzenia ale pod drezyną ani drgnął. Na deser podjechaliśmy jeszcze do Sędziszowa " obfocić " ładnie odrestaurowany przez JKD tamtejszy Ty51 ( może niektóre z fotek tego parowozu wrzucić na stronkę, wszak jest to niewątpliwy sukces firmy )."

Zapraszam do galerii Wojciecha dokumentującej jedyny w tym roku wjazd pojazdu szynowego do Hajdaszka. Jako bonus znajdziecie w niej także efekt zeszłorocznej pracy jędrzejowskich kolejarzy przy odnowieniu malatury parowozu Ty51-15 stojącego na cokole w Sędziszowie.

23.01.2011 r. - jak podało dziś Radio Kielce ""Ciuchcia Expres Ponidzie" przygotowuje się do sezonu turystycznego" - zobaczcie/usłyszcie sami!